INDIE: strona główna    -    Informacje praktyczne    -    Proponowane trasy    -    Ciekawe linki    -    Kontakt

Mysore

     Odwiedzając południe Indii trzeba chociaż na jeden dzień wstąpić do Majsuru chociażby dlatego żeby zobaczyć olśniewające pałace i wille wzniesione za panowania dynastii Wadijarów. Największy pałac Ambra Vilas został zbudowany przez Kriszanaradżę IV (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3). Wynajął angielskiego architekta Henry Irwin'a, który dał upust swojej fantazji i zaprojektował kolosalny, trzykondygnacyjny budynek zwieńczony wieżą z pozłacaną kopułą. Nie brakuje tu ani ostrołukowych arkad, ani witrażowych sklepień, ani cebulowych kopuł. Ambra Vilas stanowi połączenie mugolskiego, hinduskiego i europejskiego stylu. Budowa Ambra Vilas trwała piętnaście lat. Podczas trwania budowy wszyscy poddani Maharadży mogli swobodnie przechadzać się po pałacowych komnatach i cieszyć oczy królewskim przepychem. Pobożność Krisznaradży sprawiała, że nawet po ukończeniu budowy pałacu święte krowy nadal mogły beztrosko wałęsać się po komnatach królewskich. Dzisiaj pałac jest bardziej strzeżony, a nas obowiązują bilety i nawet nie można wewnątrz pałacu robić zdjęć. A jest na co patrzeć. W tzw. Sali Tronowej znajduje się tron Maharadży - zwany Tronem Lwa, ponieważ został przywieziony z pałacu Sułtana Tipu największego wroga Anglików (zdjęcie 4). Tron wykonany jest z drzewa figowego i ozdobiony złotymi listkami i statuetkami. Nad tronem znajduje się złoty parasol, na którym złoty napis głosi, że władca: "wzbudza strach całego świata". W pomieszczeniu zwanym Pawim Westybulem znajduje się mozaika podłogowa, ułożona we wzór wschodniego kobierca, całość oświetla światło wpadające przez witraże stanowiące sklepienie (zdjęcie 5). Nigdzie też nie znajdziemy takiej kolekcji klejnotów np. mitologiczny paw cały ze złota i inkrustowany rubinami któremu z dzioba zwisa ogromnej wielkości szmaragd (zdjęcie 6). Według starych indyjskich wierzeń człowiek, na którego padł cień tego ptaka, miał zostać królem. W niebiesko-żółtej sali Krisznaradża wystawiał często musicale, którym za rozpiętych między kolumnami zasłon przysłuchiwały się kobiety z jego dworu (zdjęcie 7).

Kraina Majsur był starożytnym południowo - indyjskim królestwem. Jak głosi legenda, jego stolica, również zwana Majsurem, została zbudowana w miejscu, w którym bogini Ćamunda uśmierciła po zażartej walce demona. Przedstawia się ją jako boginię o wielu ramionach z zawieszonym na szyi naszyjnikiem z trupich czaszek (zdjęcie 8). Podobno jest wykonany z litego srebra. Napisałam podobno ponieważ nie dało nam się z nią spotkać "oko w oko" chociaż znajduje się w Świątyni na wzgórzu Ćamundi, wznoszącym się około 1000 metrów nad miastem (zdjęcie 9 widok na Majsur ze wzgórza). Pojechaliśmy tam, zakupiliśmy naszyjniki z jaśminu, kadzidełka i inne konieczne akcesoria dla zjednania wojowniczej bogini ale kolejka pielgrzymów była tak duża, że po godzinie oczekiwania zrezygnowaliśmy z audiencji. Na cześć bogini, każdej jesieni (zapowiedz końca monsunów) odbywa się festiwal Dasehra. W Majsurze jest obchodzony ze szczególną pompą. Uroczystości święta Dasehra rozpoczynają się wielką procesją do świątyni Ćamundy. Tam kapłani namaszczają księcia Majsuru tajemnymi olejkami i zaczyna wstępować w niego duch bóstwa. Przez dziesięć kolejnych dni Maharadża nie myje się i nie goli. Ponieważ był bóstwem, żaden człowiek nie śmie dotknąć jego osoby; ponieważ jest księciem, nie może osobiście wykonywać tak przyziemnych czynności jak mycie. Podczas uroczystości festiwalowych, kiedy Książe idzie trzymając się za ręce ze swoim diwanem, ich dłonie oddziela arkusz wyklepanego złota, tak aby żaden kontakt z ludzką istotą nie mógł skalać kruchej boskości księcia. W wigilię dziesiątego dnia, kiedy uchodzi zeń boskość, Maharadża jest myty i golony przez kapłanów. Pływa po jeziorze swoja reprezentacyjną tratwą, a kapłani obwieszczają śpiewem, że Książe po raz kolejny stał się człowiekiem. I tak jest już od 1610 roku, kiedy to najznakomitszy ród Majsuru Wadijarów nadał kultowi Ćamundy taką rangę. Sam mit o Ćamundze jest piękny. Demon zwany Mahisa zamieszkiwał kiedyś wnoszące się nad Majsurem wzgórze i psocił bogom i ludziom. Nieustannie nękani bogowie postanowili wezwać mściwą boginię Durgę. Bogini toczyła ciężką dziewięciodniową walkę (stąd święto trwa 10 dni). Jej przeciwnik był wyjątkowo przebiegły to zmieniał się w wodnego bawołu to w lwa to znowu w człowieka. Ale waleczna bogini uzbrojona w sztylet, płonącą strzałę, dysk, kołczan, łuk, topór i trójząb uśmierciła demona. W drodze do świątyni Ćamundy stoi posąg olbrzymiego byka Nadina wykuty z czarnego bazaltu w 1659 roku, mierzący 5 metrów wysokości więc nie sposób go nie zauważyć (zdjęcie 10). Dla odpoczynku warto zawitać do ZOO i zobaczyć rzadkiego tygrysa bengalskiego i inne zwierzęta zamieszkujące Indie.

Królestwo Majsuru utrzymywało bardzo długo swoją niezależność od Angielskich kolonialistów. Za czasów Krisznaradży, najbardziej światłego władcy Majsuru powstała Klinika Świadomego Macierzyństwa, założył Uniwersytet, a nawet pierwszą w Indiach elektrownie wodną. Ale wszystkie te starania i tak zostały skrytykowane przez kolonialistów. Majsur idealnie pasuje do opisu miasta Mau z powieści "Droga do Indii", na której wychowało się kilka pokoleń Anglików, utwierdzając się w przekonaniu, że bez tych "koniecznych szczepień, szkolnictwa, narzucania nowych wartości" stara kultura Indyjska by zginęła. Minęło wiele lat od napisania tej książki, od czasów kolonializmu ale my biali sahib jesteśmy przekonani, że powinniśmy zmieniać ten świat. Nie wysilamy się żeby go poznać i zrozumieć wolimy krytykować za brud, za brak dobrej organizacji, za to że jest inny. Ale inny nie znaczy gorszy.

W Majsurze warto jeszcze zobaczyć Pawilon dla Europejczyków (dla gości jedzących mięso). Krisznaradża chociaż był ortodoksyjnym hinduistą był pełen podziwu dla kultury zachodniej, często gościł na swoim dworze cudzoziemców. Wprawdzie przepisy religijne zabraniały mu wspólnych posiłków i tańców z gośćmi, ale podobno nie stronił od takich przyjemności. Kiedy 1939 roku zdecydował się wyruszyć w świat. Zabrał ze sobą pięćdziesiąt sztuk bagażu, muzyków, śpiewaków, kucharzy, służących itp. Wynajął całe piętro w ekskluzywnym hotelu w Londynie, w którym część pokoi przerobiono to na świątynie dla Maharadży, to na kuchnię, gdzie przyrządzano nieskażone potrawy, to łaźnie. Podobno był najbardziej otwartym na świat księciem w Indiach. Aż strach pomyśleć co zabraliby w podróż inni książęta.

Majsur to również potentat w produkcji jedwabiu i olejku z drzewa sandałowego. Jedynie banki są mało przyjazne turystom, odmawiając im wymiany waluty??? Na szczęście króluje wszędzie prywatna inicjatywa i w pobliżu banków znajdują się punkty wymiany waluty. Na pierwszy rzut oka pośpiesznie zbite biurko ze skrzynek po owocach nie wzbudza zaufania, ale kasa pancerna jest jak najbardziej "bankowa" (zdjęcie 11). Dało nam to możliwość poznania zawiłych przepisów systemu podatkowego. Dowiedzieliśmy się o 12% podatku, który muszą płacić posiadacze większych restauracji, sklepów i punktów usługowych (oczywiście doliczają nam go do rachunku). Ale żaden system podatkowy nie obowiązuje przewoźnych garkuchni, pilnowaczy butów pod świątyniami, produkcji cegieł z guwienek krowich i innych dziwnych profesji.

Zdjęcia 4,5,6,7,8 pochodzą z albumu "Skarby Świata. Maharadżowie" wykonane przez Seth Joel